środa, 27 listopada 2013

"Szał" Władysława Podkowińskiego

Władysław Podkowiński - Szał uniesień - 1894
To jeden z najbardziej znanych polskich obrazów, uważany przez znawców sztuki za pierwsze znaczące dzieło nurtu symbolizmu w polskim malarstwie.
Antoni Kamieński - Władysław Podkowiński malujący "Szał" - 1895
"Szał", a chyba poprawniej będzie - "Szał uniesień", przedstawia nagą, rudowłosą kobietę na oszalałym karym koniu stającym dęba. Zwierzę odsłania zęby, ma wysunięty język i rozszerzone chrapy, z pyska toczy pianę. Kobieta dosiada je na oklep, obejmuje za szyję, ma zamknięte oczy, jej rozwiane włosy splatają się z końską grzywą. Płótno ma ponad trzy metry wysokości, co oznacza, że przedstawia postacie naturalnej wielkości. 
Gama kolorystyczna jest dość ograniczona – składa z czerni, brązów i szarości skontrastowanych z bielą i żółcienią. 
Obraz dzieli się na część jasną i ciemną. Lewy górny róg jest rozświetlony, co kieruje naszą uwagę na jasną postać kobiety i pysk konia. Prawa strona obrazu przedstawia skłębiony mrok, w którym z wysiłkiem można dostrzec koński zad i ogon.
Uwielbiam ten obraz, jednak dla mnie najciekawsze jest to, co nastąpiło potem... I co wciąż następuje, kiedy czytamy o reakcjach niektórych środowisk na współczesne dzieła sztuki: filmy, rzeźby, obrazy itp. Ciekawe, kiedy zapłoną ognie pod stosami książek....
Wracajmy jednak do naszego obrazu:) Dzieło zostało wystawione po raz pierwszy w warszawskiej Zachęcie 18 marca 1894. Wystawie towarzyszyła atmosfera sensacji i skandalu. W pierwszym dniu obraz obejrzało tysiąc widzów, a przez 36 dni trwania ekspozycji w sumie 12 tysięcy osób.
Władysław Podkowiński - Wystawa Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych - 1889
Większość krytyki i publiczności przyjęła obraz entuzjastycznie, zaś ze strony konserwatywnych mieszczan, czyli tzw. filistrów, pochodziły głosy oburzenia na dzieło, jako skandaliczne i obrażające dobre obyczaje:
Napisałam, że wystawa trwała tylko 36 dni, ponieważ następnego dnia Podkowiński pociął obraz. O powodach tej decyzji malarz wypowiadał się niejasno, a więc od plotek aż huczało!
W. Podkowiński - Portret damy. Ewa Koskowska Kotarbińska -1891
Tym bardziej, że Wiktor Gomulicki zapisał jego zwierzenia, według których zniszczenie obrazu było "chwilą piekielną": rozdzierane płótno kojarzyło mu się z krzykiem, a widok rusztowania z kośćmi. Żalił się też w słowach: "...zrobiłem ofiarę z rzeczy, która w danej chwili była mi najdroższa. I gdybym przynajmniej był pewien, że ofiara ma nie będzie daremna, że postępek zostanie zrozumiany i doceniony."
Zaczęły więc krążyć plotki o rzekomo sportretowanej w obrazie kobiecie z towarzystwa, mężatce, którą artysta miał darzyć nieodwzajemnionym uczuciem. Zniszczenie obrazu i przedwczesna śmierć Podkowińskiego podsyciły te spekulacje, dodając do legendy także samobójstwo.
Przesłanką świadcząca za tą hipotezą są ślady cięć na płótnie wskazujące, że to postać kobiety była celem ataku. 
Obiektem uczuć artysty mogła być Ewa Kotarbińska, którą poznał podczas letniego pobytu w pałacu Wincentyny Karskiej w Chrzęsnem pod Warszawą. Była ona brunetką, jednak Helena Kiniorska w swych wspomnieniach zanotowała: "rodzina osoby, w której się nieszczęśliwie kochał, dopatrywała się podobieństwa jej z kobietą z Szału i w ostrych słowach potępienia zwróciła się do Podkowińskiego. Ten, nie znosząc nagany i pełen, jak zawsze, dumy... obraz zniszczył."
Po śmierci Podkowińskiego obraz został odrestaurowany przez Witolda Urbańskiego. Odrestaurowane dzieło matka artysty wypożyczała przez pośrednika na wystawy m.in. w Łodzi, Krakowie, a nawet Moskwie i Petersburgu. Ostatecznie płótno nabył w 1901 Feliks Jasieński za kwotę 1000 rubli, a w 1904 przekazał je Muzeum Narodowemu w Krakowie.
Korzystałam głównie z Wikipedii.

wtorek, 26 listopada 2013

"Dwa hotele" Edwarda Stachury (fragment)

Edward Hopper - Morning Sun - 1952
"Dwa hotele" (fragment) 
"...Świt zawsze był dla mnie kataklizmem. Świt otwierał dzień. Dzień obnażał świadomość. Reszta była napiętnowana i dokonywała się bezwolnie. Świadomość tylko nie była bezwolna, którą dzień obnażał. 
Noc też obnażała, może jeszcze więcej nago, ale to była inna wstydliwość, mroczna, przytulna. Świt obnażał dużo mniej sprawnie i to właśnie było gorzej. Nie powoli wąskie pasma z nóg, brzucha i głowy. I to właśnie było gorzej. 
Dobrze jeszcze, kiedy niebo i świt zasnute były ciemnymi chmurami, co było jak noc nieustająca albo nocy umiejętne naśladowanie, wszystko jedno. Słońce to całe płaty wydzierało od razu. I to było najgorzej. 
Chyba że oczy zamykałem na krótką chwilę jeszcze trochę, co było jak noc nieustająca albo nocy umiejętne naśladowanie, i dotykało, obnażało mnie ciepło, rosnące jak rtęć w termometrze, albo słońce po niebie, wszystko jedno, chociaż właściwie nie bardzo wszystko jedno, bo trzeba się podnieść. 
Od razu trzeba się podnieść, na nogi, nie na łokcie, bo z łokci tak miło się na powrót przechylić. Trzeba się podnieść i iść. Zawsze trzeba iść. Jak się nie ma gdzie iść, tym bardziej."
Edward Stachura